Dziś - chyba pod wpływem słuchania piosenki Alice Coopera "Zorro's Ascent" - sięgnąłem po film, który ostatni raz widziałem dzieciakiem będąc - Maskę Zorro. Rozrywka taka sama jak za dawnych lat, najlepiej wypadają Hopkins jako stary Zorro i Banderas jako nowy, całość utrzymana w nieco bondowskim stylu (zresztą Campbell był wówczas po Golden Eye) - umiejętne wymieszanie akcji (początkowa akcja na placu jest świetna) z humorem (pierwsza "wyprawa" nowego Zorro, wyglądająca trochę jak któraś z przygód Indiany Jonesa). Oczywiście trochę rzeczy też drażni - na przykład pojedynek Banderasa z Zetą-Jones (nie dość, że ma cienką rolę, to gra fatalnie), który kojarzy się raczej z jakąś parodią Zorro czy macosze traktowanie niektórych wątków - jak choćby nauka Banderasa jak być dżentelmenem, sam trening jest zresztą też ciut za krótko pokazany. Niemniej, wrażenia jak najlepsze i pewnie do tej przygodówki jeszcze powrócę.
A, no i takie miłe nawiązanie - kryjówka Zorro wygląda niemal jak Batcave z filmów Burtona, a Mroczny Rycerz to wszak współczesny Jeździec W Masce.
_________________ Dwumetrowy zbój nie da rady policjantom!
Przed seansem nie nastawiałem się ani na klimat filmu z lat 80., ani na czepialstwo względem pewnych zmian. Mimo to - film mi się nie spodobał.
Tak właściwie to specjalnie nie czuje się zainteresowania ani historią, ani postaciami - wszystko jest nudne i nijakie. Chlubne wyjątki to Draco (grany przez Maddsa Mikkelsena, który pokazał się z innej strony
niż w Casino Royale, szkoda, że to nie on był głównym bohaterem) oraz stary żołnierz, Solon. Reszta - albo totalnie bezpłciowa (Perseusz, niestety), albo wkurzająca (Io, którą bogowie chyba obdarzyli oprócz wiecznej młodości także znajomością dowolnej sztuki walki), albo tylko poprawna (Fiennes-Hades - dobra gra na "żywego trupa", ale tylko dobra - jednak bardziej w pamięć mi już zapadł Hades Jamesa Woodsa). CGI jest okropne (zwłaszcza Meduza wygląda jakby ją z gry komputerowej wycięli), sceny walki nudne, pancerz Zeusa kiczowaty (szkoda, że Neeson nie nosił przez cały film swoich "ziemskich" szat). No i jeszcze to skrzyżowanie Megatrona z Chewbaccą, na siłę i nie wiadomo po co wsadzone. Nie tylko nie czuje się klimatu mitologii greckiej, nie czuje się żadnego klimatu - ot, jakiś miks 300, Gladiatora, Władcy pierścieni, Conana i... He Mana (miecz Perseusza).
Fajny plus to natomiast wredna Atia Wielka z Rzymu (Pollie Walker) w roli wrednej Kasjopei.
Ocena - coś, koło 3 na 10. Ponoć mają powstać sequele - oby nie, ew. oby były lepsze.
_________________ Dwumetrowy zbój nie da rady policjantom!
Elita zabójców - film niezły, ale spodziewałem się czegoś więcej. Z jednej strony film ma klimat, świetną oprawę muzyczną (Fielding), dobrych aktorów (Caan, Duvall, Mako czy znany z serii filmów o Rocky'm Burt Young) oraz kilka efektownych scen akcji. Z drugiej jest dość przewidywalny, motywy karate i ninja wyglądają jakby zostały wepchnięte na siłę (w końcu sztuki walki były jednym z trendów w latach 70.), zaś sam wątek kalectwa głównego bohatera (całkiem fajnie rozwijany na początku) gdzieś od połowy filmu zaczyna być traktowany po macoszemu, w sumie jedyną oznaką niesprawności Caana jest noszona przez niego laska. Obejrzeć można, ale bez rewelacji. 6/10.
Curse of Frankenstein - kolejny świetny horror wytwórni Hammer, luźna adaptacja prozy Mary Shelley. Tym razem nie koncentruje się na Potworze (granym przez nierozpoznawalnego Christophera Lee), ale na jego twórcy, tytułowym Frankensteinie, szalonym i podstępnym draniu, który nie cofnie się przed niczym (morderstwo, okradanie grobów) byle tylko zrealizować swój makabryczny projekt (a którego fenomenalnie gra Peter Cushing). Świetny klimat, zdjęcia i muzyka. 8/10
Evil of Frankenstein - no i to już jest film diametralnie inny, Cushing (acz dalej rewelacyjny) gra tutaj postać bardziej heroiczną niźli w poprzednich filmach z tego cyklu. Tak naprawdę to mało horroru w tym horrorze, częściej można się uśmiechnąć niż przestraszyć, niemniej ma swój urok, dobre aktorstwo i parę mocnych scen (zwłaszcza finałowe starcie Potwora i jego twórcy w płonącym zamku). 7/10.
_________________ Dwumetrowy zbój nie da rady policjantom!
W ramach dalszego wakacyjnego zapoznawania się z filmami Sama Peckinpaha obejrzałem - po genialnej Dzikiej bandzie, średniej Elicie zabójców oraz bardzo dobrym Pat Garret and Billy the Kid - jedyny film wojenny w dorobku tego reżysera.
Żelazny krzyż
Tytułowe odznaczenie (lub bezwartościowy kawałek złomu dla niektórych) to obsesja oficera Wehrmachtu, wywodzącego się z pruskiej szlachty kapitana Stransky'ego. By je zdobyć posunie się do wszystkiego - oszustwa, szantażu, nawet morderstwa i zdrady swoich towarzyszy broni, stając się tym samym wrogiem starego wyjadacza frontowego, kaprala Steinera, totalnie pozbawionego złudzeń i skupionego tylko na utrzymywaniu swojego plutonu przy życiu. Film jest więc o pojedynku tych dwóch silnych indywidualności - jak to u Peckinpaha bywa - granych dobrze przez Jamesa Coburna (Steiner) i świetnie przez Maximiliana Schella (Stransky - swoją drogą ma talent do takich ról, vide - Akta Odessy wg Forsytha, gdzie grał zbrodniarza wojennego). W tle mamy zaś walki niemiecko-radzieckie w roku 1943, sporo świetnych scen batalistycznych (z typowym dla Peckinpaha dynamicznym montażem, połączonym z ujęciami w zwolnionym tempie) oraz parę naprawdę mocnych akcji - typu spotkanie plutonu Steinera z radzieckimi żołnierkami czy finał, rozgrywający się tam "gdzie rosną żelazne krzyże". Niestety, film jest strasznie nierówny, momentami akcja toczy się za wolno, momentami za szybko, trochę scen powoduje lekkie zdziwienie, trochę wygląda na wepchniętych na siłę i nieukończonych (na przykład motyw pobytu rannego Steinera w szpitalu, jego halucynacji i związku z pielęgniarką). Do tego film niby skupia się w całości na żołnierzach niemieckich, niby wszystko fajnie - ale tak naprawdę nie pokazuje nic odkrywczego (to, że Wehrmacht nie składał się z samych katów nie jest nowością), do tego nieco naiwnie wyglądają Niemcy mówiący z amerykańskim akcentem. Ocena - 5,5-6/10 Czy chcecie to oglądać - musicie zdecydować sami.
A, i film plusuje u mnie jeszcze nawiązaniem do Bertolta Brechta oraz małą rolą lubianego przeze mnie Davida Warnera (Star Trek V i VI, Bandyci czasu) w roli zgorzkniałego oficera Wehrmachtu. Momentami żałowałem, że to nie on zagrał Steinera...
_________________ Dwumetrowy zbój nie da rady policjantom!
Ten film to dla mnie takie kino a'la Matrix czy Total Recall - przy czym w moim mniemaniu jest od obu tych filmów lepszy. Specjalnie się nań nie napalałem, ba - dowiedziałem o nim późno i poszedłem głównie dlatego, że znajomi mi go zachwalali. I się nie zawiodłem.
Nolan stworzył naprawdę świetną i zakręconą opowieść, jak przy Batmanach czasem się skrzywię, tak tu nie mogłem narzekać - muszę obejrzeć Memento, Prestiż i Bezsenność. Leo może nie pokazał tu takiej klasy jak w Co gryzie Gilberta Grape'a? (gdzie wg mnie zagrał najlepszą rolę w swojej karierze), ale stworzył ciekawą postać, daleką od lalusiowatego idola nastolatek. Świetnie wypadli też Cobra Commander (coraz bardziej lubię Gordon-Levitta), Ken Watanabe oraz Tom Hardy. No i miła, acz mała rola Michaela Caine'a. Aktorstwo, wielopiętrowa zmyła jaką jest cały scenariusz, radujące oko efekty specjalne oraz finał, który kojarzył mi się nieco z zakończeniem Blade Runnera - oto najmocniejsze punkty Incepcji. 8/10 i może wzrosnąć.
_________________ Dwumetrowy zbój nie da rady policjantom!
Powiem jeszcze - cytując Wąskiego z Kilera, że "kilka niedociągnięć jest", ale i tak ogląda się całkiem fajnie. Przełom w kinematografii to to nie jest, ale dobry film sci-fi - to już tak.
_________________ Dwumetrowy zbój nie da rady policjantom!
Jeszcze z tego rocznych - niestety kiepsko promowanych rzeczy -
Black Death
Trochę się na ten film napaliłem jako na coś w stylu Solomona Kane'a. Dostałem co innego, ale ostatecznie seans uważam za udany. Jest mrocznie, jest brutalnie, jest krwawo, jest klimatycznie, jest parę zaskakujących kwestii w finale, no i całkiem niezłe aktorstwo (Sean Bean, ale nie tylko on). 7/10.
Jedyny większy minus to - jak określił znajomy - "kamerzysta z Parkinsonem".
_________________ Dwumetrowy zbój nie da rady policjantom!
Generalnie film jest ok... i w sumie na tym mógłbym zakończyć. Prawda jest taka, że "Autor widmo" mnie specjalnie nie zachwycił, ale przeciętniakiem z pewnością go nie nazwę. Wszystko w tym filmie - minus zakończenie i muzyka, bo one są naprawdę dobre - jest po prostu w porządku, nie można się do niczego przyczepić czy powiedzieć złego słowa... inna sprawa, że specjalnie zachwycać się nie ma czym. Polański po prostu nakręcił sprawny thriller polityczny, kojarzący mi się - zwłaszcza przez to zakończenie - z "Trzema dniami Kondora". Ale nie uważam "Autora widmo" za jakieś dzieło przełomowe. Mocne 7/10
_________________ Dwumetrowy zbój nie da rady policjantom!
Film Paula Verhoevena, późniejszego twórcy "RoboCopa", "Nagiego Instynktu" czy "Total Recall". Jego akcja rozgrywa się w trawionej dżumą XVI-wiecznej Europie i jest on, podobnie jak wymienione, brutalny, mroczny, zrywający z kliszami, no i stanowi taką mieszankę przygody, akcji i czarnego humoru. Do tego rewelacyjna muzyka Basila Poledourisa ("RoboCop", "Conan") oraz Rutger Hauer w roli głównej. Na minus jedynie nieco naiwnych scen i kiepawe zakończenie, które jednak przyjemności z odbioru całości specjalnie nie psuje. Ode mnie mocne 8/10.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
agroturystyka
aktualnosci
aktualności
apteki
artysta
artyści
bacowka
bacowki
bacówka
bacówki
bank
bankomat
bar
bary
baseny
baza adresowa
baza gastronomiczna
baza noclegowa
bioenergoterapia
cafe
cafe internet
caffee
caffee internet
Chabowka
Chabówka
ciekawe miejsca
ciekawe postacie
ciuchcia
ciuchcie
dom wczasowy
dom wypoczynkowy
domy wczasowe
domy wypoczynkowe
dorozki
dorożki
dworzec kolejowy
dyskoteka
Dyskoteka Śnieżka
dzieci
dziecko
fizjoterapia
fontanna
fontanny
forum
galeria
galeria zdjec
galeria zdjęć
gastronomia
gora
gorach
goral
goralskie
gory
gospodarstwa
góra
górach
góral
górskie powietrze
góry
hipoterapia
hotel
hotele
impreza
informacje
informacje dla alergików
informator
inhalacje
internet
janota
jasełka
jazda
jazda konna
kawiarnia
kawiarnia internetowa
Kawiarnia Parkowa
Kawiarnia Pod Kasztanami
kawiarnie
kino
Kino Śnieżka
klimat
klimatoterapia
kolej
kolejowego
konie
konna
kort tenisowy
kuligi
kultura
kwatera
kwatery
kwatery prywatne
lodowisko
Lubon
Luboń
Luboń Wielki
Maciejowa
mała gastronomia
małopolska
miasteczko komunikacyjne
Miasto Dzieci Świata
mikroklimat
MOK
muzea
muzeum
najpiękniejsze
narciarski
narciarskie
narty
niezalezna
niezaleznarabka
niezależna
Niezależna Rabka
nocleg
noclegi
oferta
Orkan
Orkana
ośrodki wypoczynkowe
park
park rozrywki
park zdrojowy
parking
pensjonat
pensjonaty
piesze
plan miasta
pociąg retro
pocztówka
pocztówki
Pod Kasztanami
podhale
pomniki przyrody
pomoc drogowa,urząd pocztowy
Ponice
przewodniki
PTTK
Rabka
Rabka Słone
Rabka Zaryte
Rabka-Zdrój
Rabkoland
Rdzawka
rekreacja
restauracje
retro
rowerowe
rozrywka
rękodzieło artystyczne
rękodzieło ludowe
sanatoria
sanatorium
schroniska
schronisko
siłownia
skansen
skansen kolejowy
solanka
solanki
solarium
stacja benzynowa
Stare Wierchy
stołówki
swieże powietrze
szczyty górskie
szkaki
szlak
szlaki piesze
szlaki turystyczne
szpital
sztuka
Szumiąca
Słone
taboru
teatr
transport
trasa
trasy
trasy rowerowe
Turbacz
wakacje
wczasy
wesele góralskie
Wierchowa
wody lecznicze
wyciag
wyciagi
wyciąg
wyciągi
wyciągi narciarskie
wypoczynek
wypożyczalnie
wyroby regionalne
zabytek
zabytki
zabytkowy
zakątki
Zaryte
zdroj
zdrowie
Zdrój
zrodla
zrodło
zródła
zródło
związek podhalan
Śnieżka
źródła solanki